Kamizelka kuloodporna
« powrót | Data publikacji: 06-06-2026 15:42
Agnieszka Radwańska już od jakiegoś czasu próbuje zdobyć swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł, a także zasiąść na fotelu królowej żeńskiego tenisa. Mogłoby się wydawać, że nasza reprezentantka jest bliska spełniania dziecięcych marzeń i zapisania się na trwałe w historii „białego sportu”, bowiem w ubiegłym roku od wiekopomnego momentu dzieliło ją tylko kilka gemów. Z turnieju na turniej polscy kibice z pewnością na nowo przypominają sobie dawne triumfy Jadwigi Jędrzejowskiej oraz Wojciecha Fibaka i nie raz oczami wyobraźni widzą Agnieszkę na tronie WTA. Czy starsza z sióstr w niedalekiej przyszłości wzniesie do góry najbardziej prestiżowe trofeum?
Nasza reprezentantka miała swoje szanse na pierwszy wielkoszlemowy tytuł, jednak z każdą okazją czegoś brakowało. Podczas pamiętnego finału na kortach Wimbledonu, Agnieszka wygrała drugą odsłonę przeciwko Serenie Williams i wydawało się, że już za kilka minut usłyszymy o pierwszym takim triumfie Polki w historii tenisa. Tegoroczny ćwierćfinał w Melbourne i pojedynek z Chinką Li Na, miał być tylko formalnością dla krakowianki, która łatwo radziła sobie z kolejnymi rywalkami. Ku zdziwieniu szerszego grona oglądających, nasza tenisistka nie sprostała Azjatce, którą niedawno dosłownie zmiotła z kortu. Kilka dni temu ćwierćfinałowa historia zatoczyła koło, jednak tym razem po drugiej stronie siatki stanęła Włoszka Sara Errani. W ich siedmiu ostatnich spotkaniach aż sześć razy to Agnieszka wznosiła do góry ręce w geście triumfu. Kiedy nazwisko polskiej zawodniczki powoli wpisywano ołówkiem do półfinałowego starcia z Sereną Williams, Radwańska niespodziewanie uległa 26-letniej defensorce z Bolonii w dwóch setach i straciła kolejną szansę na upragnione trofeum.
Przyglądając się nieco dokładniej pojedynkom Agnieszki na światowych kortach, niełatwo oprzeć się wrażeniu, że Polka nie radzi sobie z tenisistkami opierającymi swoją grę na siłowych rozwiązaniach. Nie warto oczywiście analizować wpadek, jakimi niewątpliwie były porażki z Simoną Halep czy Sarą Errani. Radwańska jest jedną z trzech tenisistek pierwszej dziesiątki, które operują wolniejszą piłką, wykorzystując przy tym geometrię kortu oraz pracując w defensywie. Jeśli siłują się na korcie z zawodniczkami, które dają im szansę na złapanie rytmu gry, wtedy ujawniają się wszystkie ich atuty, a publiczność oklaskuje techniczne perełki. Jeśli jednak po drugiej stronie siatki staje „bombardierka”, częstująca rywalkę siłowymi, a przy tym precyzyjnymi rozwiązaniami, które można tylko odprowadzić wzrokiem, pojawia się pewien dyskomfort. Agnieszka już nie raz sromotnie ulegała Serenie Williams, Wiktorii Azarence, Marii Szarapowej, Petrze Kvitovej czy Samanthcie Stosur. Niedawno nie sprostała także 19-letniej Brytyjce Laurze Robson, która rozdzielała na drugą stronę siatki pędzące pociski. Polka jest karcona nie tylko za słabszy drugi serwis, ale także za każde zagranie w połowę kortu, a niekiedy nawet po wydawałoby się trafnym zagraniu dostaje odpowiedź, na którą nie jest w stanie zareagować.
W żeńskich rozgrywkach coraz częściej oglądamy pojedynki zawodniczek siłujących się ze sobą na moc i precyzję pocisków. Choć jest to tenis monotonny, pozbawiony technicznych perełek, zmian rytmu gry i ciekawych rozwiązań to jednak jak najbardziej skuteczny. Wydaje się, że piękno „białego sportu” i finezję zagrań z czasem zupełnie zastąpi mocna i płaska gra.
Niestety na drodze do upragnionego triumfu wielkoszlemowego oraz pierwszego miejsca w kobiecych rozgrywkach stoją trzy „bombardierki”, z którymi nie sposób jest się mocować. Silne fizycznie i mentalnie tenisistki, które od jakiegoś czasu dzielą między sobą najbardziej prestiżowe tenisowe laury. Czy Agnieszka Radwańska jest w stanie uzbroić się w tak solidną kuloodporną kamizelkę aby odbierać potężne zagrania rywalek a przy tym jeszcze znaleźć sposób aby równie skutecznie odpowiedzieć? Czy Polka ma szansę unieść w górę najbardziej prestiżowy puchar?
Karolina Konstańczak
Zobacz nasz serwis poświęcony Agnieszce Radwańskiej!
Wasze komentarze:








