| temat: Polskie uderzenie i magik z Argentyny |
| treść: Turniej Idea Prokom Open anno domini 2003 zakończony! Obok tradycyjnej, wieloletniej rywalizacji pań, po raz trzeci na kortach Sopockiego Klubu Tenisowego walczyli także panowie. Właśnie mężczyźni bez wątpienia byli gwiazdami tegorocznej imprezy. Juan Carlos Ferrero, Carlos Moya, wreszcie triumfator singla Guillermo Coria koncentrowali na sobie uwagę publiczności i mediów. Wobec ich kunsztu i sukcesu polskiego debla Marcin Matkowski, Mariusz Fyrstenberg panie tym razem świeciły bledszym blaskiem. Turniej nad polskim morzem przejdzie do historii tenisa w męskim wydaniu. Po raz pierwszy zdarzyło się, że jeden zawodnik wygrał trzy imprezy z rzędu. Równocześnie Guillermo Coria triumfował w piątym turnieju w karierze i czwartym w tym roku. W całych zawodach nie stracił nawet seta, imponując znakomitą formą. Być może na kortach SKT oglądaliśmy przyszły numer jeden światowych rankingów i zwycięzcę turniejów wielkoszlemowych. Dodatkowo młody Argentyńczyk jest niezwykle miłym i sympatycznym człowiekiem, który, co z kolei miłe dla nas, bardzo sobie chwalił pobyt w Sopocie, tutejszych ludzi i ich zachowanie. Po raz pierwszy w Sopocie zagrał aktualny numer jeden rankingu ATP Champions Race, Hiszpan Juan Carlos Ferrero. Niestety do formy z wygranego finału French Open z Corią było mu daleko, ale zawsze miło podziwiać na rodzimym gruncie taką znakomitość. Podobnie zresztą nie popisał się jego rodak, Carlos Moya, który już po raz drugi z rzędu odpadł w początkowej fazie imprezy. Szkoda, bo chyba wymarzonym finałem byłby mecz Corii z Moyą, według wielu opinii aktualnie dwóch najlepszych (a przynajmniej znajdujących się w najlepszej formie) tenisistów na kortach ziemnych. Porażki swych rodaków pomścił David Ferrer, docierając aż do finału. Warto też wspomnieć o Peruwiańczyku Luisie Hornie. Znakomita postawa zapewniła mu szerokie grono sympatyków w Polsce. Żałować można jedynie, że zupełnie nie wyszedł mu pojedynek z Corią w półfinale, bowiem wszyscy ostrzyli sobie zęby na kawał dobrego tenisa. Wyjątkowo w tym roku uwaga publiczności była zogniskowana także na męskim deblu. Oczywiście jest to zasługą bardzo dobrej gry Fyrstenberga i Matkowskiego. Ich zwycięstwo jest o tyle radosne, co niespodziewane. Jest to pierwszy taki sukces polskiego debla odkąd powstał cykl imprez pod egidą ATP. Jak wspomnieliśmy na wstępie tym razem zawody pań toczyły się nieco w cieniu potyczek męskich. Wygrała solidna, choć nigdy nie okupująca pierwszych stron gazet tenisistka z Izraela Anna Pistolesi. W finale rozgromiła sensacyjną Czeszkę Klarę Koukalovą. Przedwczesnym finałem był półfinał Pistolesi ze Szwajcarką Patty Schnyder. Trzysetowy bój dostarczył wielkich emocji! Faworytki z Rosji, obrończyni tytułu Dinara Safina i najwyżej rozstawiona Anastasia Myszkina zrezygnowały z gry z powodu kontuzji. Wreszcie odnotujmy, że triumfatorkami turnieju gry podwójnej kobiet zostały Ukrainka Tatiana Perebiynis i Chorwatka Silvija Talaja, pokonując w finale Estonkę Maret Ani i Czeszkę Libuse Prusovą. (wp.pl - R. Sak/T. Piechal) data dodania: 2025-08-03 20:39 dodał: FranZen |
| komentarze: |