treść: Choć po niespodziewanym triumfie w tegorocznym French Open, to Na Li pojawia się we wszystkich nagłówkach azjatyckich gazet, nie jest ona jedyną zawodniczką z Chin, której należy się uznanie. Dzięki świetnej grze w 2011 roku to Shuai Peng awansowała o ponad 50 miejsc w rankingu WTA, by móc teraz cieszyć się mianem światowej „dwudziestki”.
- W przeszłości miałaś kilka wyjątkowych osiągnięć, takich jak zwycięstwo w pojedynkach z Clijsters, Mauresmo i Hingis. W zeszłym sezonie zdobyłaś złoty medal podczas zawodów „Asian Games”, ale czy spodziewałaś się, że twoja kariera nabierze tempa dopiero teraz?
Shuai Peng: Szczerze mówiąc nie. W 2010 roku dużo chorowałam - miałam zapalenie wyrostka robaczkowego i na dodatek nabawiłam się kontuzji kostki oraz nadgarstka. Po wyleczeniu skupiłam się na ciężkiej pracy, która z czasem przyniosła za sobą wygrane. Teraz staram się utrzymać tę dobrą passę.
- Skupiałaś się na jakimś konkretnym aspekcie gry podczas treningów?
S.P.: Na co dzień współpracuję z Alanem Ma, który poprawia moją technikę odbijania piłek oraz ze specjalistą w zakresie fitnessu. Każdy z nich przygotował dla mnie zupełnie inny harmonogram ćwiczeń, tak bym zadbała o możliwie największą liczbę umiejętności niezbędnych na korcie.
- Triumf w tak wielu meczach musi być dla ciebie spełnieniem marzeń.
S.P.: Oczywiście, ale poza tym czuję się również zmęczona. Przed Australian Open chciałam tylko wypróbować swoje siły, a niespodziewanie dostałam się do półfinałów w Auckland i Hobarcie. Byłam szczęśliwa, ale nie byłam wówczas jeszcze przyzwyczajona do tak dużego wysiłku fizycznego. Po tym zdarzeniu zaczęłam bardziej dbać nie tylko o wytrzymałość organizmu, ale i o odpoczynek oraz regenerację poprzez masaże. Teraz nie myślę o tym, ile konkretnie pucharów znalazło się na mojej półce, chcę po prostu się rozwijać i mieć ich coraz więcej.
- Grałaś w półfinale zmagań w Birmingham i trzykrotnie w swojej karierze uplasowałaś się w trzeciej rundzie Wimbledonu. Czy to oznacza, że lubisz grać na trawie?
S.P.: Tak, według mnie ta nawierzchnia sprzyja szybkiemu pojedynkowi. Poza tym lubię rozgrywać piłkę płasko, co tu akurat jest naprawdę skuteczne.
- Jakie masz plany na teraz, gdy znalazłaś się już w topowej 20.?
S.P.: Może spróbuję wybić się do pierwszej piętnastki i wygrać, któryś z turniejów singli z cyklu WTA, bo do tej pory czterokrotnie wyjechałam z nich, jako wicemistrzyni. Ale tak naprawdę nie mogę traktować tych planów, jako swój główny cel, ponieważ będę czuła zbyt dużą presję. Każdy mecz jest inny, nie można przewidzieć wyniku. Dlatego trzeba po prostu walczyć do samego końca, a z porażek wyciągać wnioski. Jeśli dobrze pójdzie moja praca zostanie nagrodzona przez los.
Dziś Shuai Peng zmierzy się na kortach Wimbledonu z reprezentantką gospodarzy, Eleną Baltachą (WTA 68).
PS / wtatennis.com
data dodania: 2025-06-23 12:36 dodał: |