treść: Kimiko Date-Krumm (WTA 54) jest szczególnie wyróżniana w Carlsbad i to wcale nie ze względu na fakt, że to, jak na prawie każdej imprezie WTA, najstarsza tenisistka podejmująca rękawicę. W tegorocznej turniejowej drabince weteranka z Japonii jest bowiem jedyną byłą mistrzynią tutejszych rozgrywek.
W 1996 roku, kiedy wydarzenie to nazywało się jeszcze Toshiba Tennis Classic, Date-Krumm była rozstawioną z numerem 4. zawodniczką, która po drodze do końcowego etapu nie straciła żadnego seta. Odniosła wówczas w ćwierćfinale głośne zwycięstwo nad jedną z największych gwiazd listy WTA lat 90. - Gabrielą Sabatini. W kolejnej rundzie gładko odprawiła Conchitę Martinez, by w finale okazać się za silną dla turniejowej „jedynki”. Choć czterokrotna triumfatorka zmagań wielkoszlemowych (w grze pojedynczej) - Arantxa Sanchez-Vicario - pokonała ją w pierwszej odsłonie meczu, z Carlsbad musiała się pożegnać z niezadowalającym ją wynikiem 6-3 3-6 0-6.
- Byłam w tamtych czasach bardzo pewna siebie. Fizycznie radziłam sobie znacznie lepiej. Teraz jednak nadrabiam dużym doświadczeniem - powiedziała Japonka.
- To zwycięstwo z 1996 wydaje się bardzo odległe. W zeszłym sezonie przegrałam z młodą Amerykanką, Jamie Hampton, już w kwalifikacjach. Nie jest mi już tak łatwo wygrywać, ale lubię to. Dlatego ciągle się staram - dodała.
Wola walki tej 40-latki znajduje już swe odzwierciedlenie w wynikach. W pierwszej rundzie tegorocznej edycji kalifornijskich zmagań od stanu 3-5 zdobyła bowiem dziesięć kolejnych gemów. Dzięki bardzo celnym oraz silnym zagraniom, wynikiem 7-5 6-0 odprawiła „pierwszą rakietę” Ameryki Południowej i świeżo upieczoną małżonkę - Giselę Dulko (WTA 52).
- Grałam z Giselą w Barcelonie, ale wówczas jej nie podołałam. Teraz było mi znacznie łatwiej, ponieważ znałam już kilka elementów jej taktyki - skomentowała pojedynek, który zakończył się w nocy z wtorku na środę, czasu polskiego.
- Początkowo nie mogłam wbić się we właściwy rytm. Punkty zaczęłam zdobywać, gdy obrałam plan mocnego i szybkiego uderzania, a nie skupiania się na jak najmniejszej ilości błędów.
O awans do 1/8 finału Date-Krumm powalczy z Sabine Lisicki (WTA 25), która w pierwszym etapie imprezy pokonała 32-letnią reprezentantkę Węgier - Gretę Arn (WTA 71) - 6-0 6-2. Tym samym, biorąc pod uwagę jej ostatnie pojedynki, Niemka odnotowała na swoim koncie 15 zwycięstwo przy tylko dwóch porażkach.
- Walczyłam z Kimiko niedawno w Birmingham i to był naprawdę trudny mecz. Ona ma zupełnie inny styl gry i zawsze ciężko jest mi przewidzieć, co zrobi w danym momencie. Mimo to, bardzo się cieszę na owe wyzwanie - wyznała dziennikarzom „trzecia rakieta” naszych zachodnich sąsiadów.
Sklasyfikowana na 54. pozycji światowego zestawienia Japonka jest jedną z czterech zawodniczek, które startowały w Toshiba Tennis Classic 1996 i wciąż jeszcze uczestniczą w WTA Tour. Pozostała trójka, to: Venus Williams (WTA 34) i znajdujące się poza rankingiem, Lisa Raymond oraz Rennae Stubbs. Każda z nich pożegnała się jednak z tegoroczną edycją imprezy już po pierwszych meczach.
PS / wtatennis.com data dodania: 2025-08-03 12:37 dodał: |