Piotr Gadomski dla TenisPortal.com: każdy tenisista pewnie kiedyś miał takie myśli

 

Karolina Konstańczak: Jak rozpoczęła się pana przygoda z tenisem i kto miał największy wpływ na to, że wziął pan po raz pierwszy do ręki rakietę tenisową?

 

Piotr Gadomski: To zasługa mojej mamy. Bardzo dawno temu, podczas wakacji przyglądałem się jej, jak gra w tenisa ze swoją koleżanką. Popatrzyłem zaledwie chwilę i zaraz sam chciałem spróbować. Na pierwsze zajęcia poszedłem w wieku 7-8 lat, choć nie jestem pewien, czy już wcześniej nie obijałem ścian na osiedlu, na którym mieszkałem (uśmiech).

 

KK: Czy jako mało chłopiec miał pan swojego idola, na którym chciał się pan wzorować?

 

PG: Zawsze bardziej podobali mi się ofensywnie usposobieni zawodnicy, a moją pierwszą tenisową „miłością" był Pete Sampras. Pojedynki Samprasa z Agassim były prawdziwymi klasykami, takimi jak współcześnie spotkania Federera z Nadalem. Mnóstwo razy rozgrywałem takie mecze na swojej ściance (śmiech).

 

KK: Ma pan za sobą zarówno starty w imprezach rangi Futures, jak i Challenger. Jak dużą różnicę odczuwa pan grając z rywalami na tych dwóch szczeblach?

 

PG: Jeśli chodzi o różnice, to widać je przede wszystkim w przygotowaniu fizycznym zawodników oraz ich doświadczeniu. W imprezach rangi Challenger każdy tenisista ma pewien poziom i nie można się spodziewać łatwych meczów. W turniejach rangi Futures przy odrobinie szczęścia można trafić na tzw. "kelnerów", czyli juniorów, którzy dopiero co rozpoczynają grę w rozgrywkach. Wtedy takie pojedynki są zdecydowanie łatwiejsze do wygrania.

 

KK: Droga na szczyt nie jest łatwa. W tym sezonie wielokrotnie musiał pan znosić gorycz porażki w kwalifikacjach, czy wczesnych fazach turniejów. Czy nie miał pan kiedyś w głowie myśli, że może nie pojadę na kolejny turniej?

 

PG: Oczywiście, że miałem takie myśli, ale chyba każdemu tenisiście się to kiedyś zdarzyło. Ja myślę trochę inaczej i często opuszczam jeden turniej, aby lepiej przygotować się do kolejnego.

 

KK: Przemieszczanie się z jednego turnieju na drugi z pewnością zajmuje mnóstwo czasu i też sporo kosztuje. W jaki sposób dobiera pan kalendarz startów, aby to wszystko ze sobą pogodzić i jakim środkiem transportu porusza się pan najczęściej?

 

PG: Najczęściej podróżuję samochodem, czasami również samolotem. Z innych środków korzystam zdecydowanie rzadziej. Kalendarz startów dobieram razem z trenerem, biorąc pod uwagę przede wszystkim odległość, rangę turnieju oraz nawierzchnię. Często również patrzę pod kątem kolejnych startów, aby jak najlepiej zgrać to logistycznie i aż tyle nie podróżować.

 

KK: W tym sezonie rozegrał pan kilka bardzo bliskich meczów. Mam na myśli chociażby pojedynek w ukraińskim Futuresie z Argentyńczykiem Matiasem Castro, który zakończył się wynikiem 1-6 7-6(11) 7-6(5). Czy trudno jest cały czas utrzymywać chłodną głowę, kiedy o losach meczu decydują pojedyncze piłki?

 

PG: Tak naprawdę to w meczu właśnie te najważniejsze punkty sprawiają najwięcej radości. Uczucie jakie towarzyszy po wygranej 7-6 7-6 jest zdecydowanie lepsze niż to przy rezultacie 6-2 6-2. Wiadomo, że zależy to również od przeciwnika (śmiech). Doświadczeni zawodnicy mają świadomość, że porażka nie jest wielką tragedią i każdemu może się przytrafić. Wówczas jest się bardziej spokojnym i skoncentrowanym, co procentuje na korcie. Zawodnik koncentruje się na te najważniejsze punkty. Nie zamartwia się i nie myśli o tym, co będzie, jeśli przegra tę daną piłkę. Uważam, że to kwestia doświadczenia. Jak to się mówi, jeden ma, a drugi nie.

 

KK: Rozpoczął pan rok 2014 na 357. miejscu, jednak w tym sezonie uciekło sporo punktów i wypadł Pan z top 500. Jakie są pana cele na przyszły sezon?

 

PG: W tym sezonie zmagałem się z problemami zdrowotnymi, więc tak naprawdę nie ma co mówić nawet o rankingu. Wracam już jednak do optymalnej formy i myślę, że byłbym zadowolony z osiągnięcia okolic 200. miejsca. Oczywiście nie byłaby to pełnia szczęścia, ale chociaż minimum (uśmiech).

 

KK: Zawodnicy nawet z najwyższych miejsc rankingowych cały czas podkreślają, że chcą doskonalić swój tenis. Przykładem jest chociażby współpraca Federera z Edbergiem. Czy jest coś, co pan chciałby w najbliższym czasie zmienić lub poprawić w swojej grze?

 

PG: Oczywiście, że są takie rzeczy. Głównie chciałbym popracować nad sprawnością fizyczną, ale również ważne są aspekty mentalne. Podejmowanie dobrych decyzji taktycznych oraz dobieranie odpowiednich uderzeń, jest bardzo ważne. Jest to czymś w rodzaju kopalni wiedzy, którą można wykorzystać i pomóc sobie.

 

KK: Jeśli miałby pan wybrać jedną niezapomnianą chwilę z kortu, co by to było?

 

PG: Na pewno wygranie turnieju rangi Futures w Budapeszcie. Wtedy pokonałem Filipa Krajinovica w finale. Z czasów juniorskich bardzo miło wspominam rozgrywki drużynowe i tytuły zdobyte z Legią Warszawa.

 

KK: Czy może pan opisać czytelnikom zwykły dzień z życia Piotra Gadomskiego. Jak wiele czasu poświęcam pan na trening, czy znajduje pan czas na rozrywkę, spotkania z przyjaciółmi? -

 

PG: Jeśli mówimy o zwykłym dniu treningowym, wstaję wtedy o godzinie 7:30, biorę prysznic, jem owsiankę i przygotowuję się do treningu. O godzinie 8:30 mam w planie rozciąganie dynamiczne, później ćwiczenia rehabilitacyjne oraz rozgrzewkę na siłowni. Od godziny 9:00 do 11:00 trenuję na korcie, a później jem obiad. Wracam na kort ponownie o 14:30 i gram do godziny 16. Tuż po tym mam ćwiczenia ogólnorozwojowe i jem drugi obiad. Od 17:00 do 17:30 rozciągam się, ćwiczę na rowerku i rozluźniam po treningu. O 19 jem kolację, a później pracuję z fizjoterapeutą.

 

Tak właśnie wygląda mój dzień z cyklu treningowego pomiędzy turniejami. Nie mam zbyt wiele czasu na rozrywkę, a tak szczerze, czasem po prostu brakuje mi sił, aby gdziekolwiek wychodzić. Pozostają mi spotkania przy kawie lub kino. Inne atrakcje mogę sobie zaplanować w dzień wolny.

 

KK: Bardzo dobrze radzi sobie pan w grze podwójnej. W tym sezonie osiągnął pan znakomite rezultaty we Futuresach. Grywał pan z wieloma partnerami. U boku którego grało się najlepiej ?

 

PG: Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Dużo dobrych rezultatów osiągałem w parze z Mateuszem Kowalczykiem, więc myślę, że właśnie jego mogę wyróżnić (uśmiech).

 

KK: W tym momencie to singiel, czy debel jest u pana na pierwszym miejscu?

 

PG: Grę pojedynczą traktuję priorytetowo, ale lubię grać w debla. Sprawia mi to wiele przyjemności, więc nigdy sobie go nie odpuszczam. Tak naprawdę jest to również trening, sytuacja meczowa i oczywiście dodatkowe pieniądze.

 

KK: Czy podziela pan zdanie wielu ekspertów, że każdy zawodnik potrzebuje takiego przełomowego turnieju, aby zaistnieć na dłużej na tenisowej scenie? Przykładem może być finał w Hali Bercy Jerzego Janowicza.

 

PG: Myślę, że z tym bywa różnie. Jeden zawodnik będzie grał solidnie we wszystkich turniejach, nie zaliczając większych skoków w górę i będzie 30. na świecie, a inny zagra w półfinale Wimbledonu i finale w Hali Bercy jak Jerzy Janowicz. Taki jeden przełomowy moment to na pewno dodatkowy zastrzyk pewności siebie, ale ciężko obiektywnie ocenić, czy jeden turniej sprawi, że później utrzymasz się w "topce". Na pewno trudniej jest wejść do "topki", niż z niej wypaść.

 

Rozmowę przeprowadziła: Karolina Konstańczak

« powrót

Wasze komentarze:

wirtualna akademia tenisowa
więcej
reklama



Sponsor portalu: FEBAR - Wynajem Namiotów imprezowych

kalendarz ATP
TERMIN
TURNIEJ
05.02-11.02

Open Sud de France

MONTPELLIER, FRANCE

05.02-11.02

ECUADOR OPEN

QUITO

05.02-12.02

Garanti Koza Sofia Open

Sofia

12.02-18.02

Argentina Open

BUENOS AIRES, ARGENTINA

więcej
wywiady
więcej
kalendarz WTA
TERMIN
TURNIEJ
12.02-18.02

Qatar Total Open 2018

Doha, Qatar

19.02-25.02

Dubai Duty Free Tennis Championships

Dubai, United Arab Emirates

19.02-25.02

Hungarian Ladies Open

Budapest, Hungary

26.02-04.03

Abierto Mexicano TELCEL presentado por HSBC

Acapulco, Mexico

więcej
partner strategiczny





Lider turystki tenisowej!
Sprawdź !

partnerzy:

© 2003 - 2013 tenisportal.com | Wszelkie prawa zastrzeżone. | Materiały na stronie są chronione prawem autorskim - kopiowanie zabronione.

X