Zapobiec nudzie, czyli Kyrgios i Tomic kontra reszta świata

« powrót | Data publikacji: 12-12-2015 16:31

Tenis w ostatnich latach uważany jest za sport dla gentelmanów, w którym każdy gracz respektuje rywala, co paradoksalnie nie służy tej dyscyplinie, ponieważ brakuje w tym wszystkim elementu szaleństwa- idealnym na to przykładem jest turniej Wimbledonu, w którym od lat panują restrykcyjne zasady dotyczące choćby ubioru zawodników.

 

Tak całą sytuację opisuje Andy Murray:

 

"Ludzie podchodzą do mnie i mówią, że tenis jest nudny. Wszyscy czołowi gracze szanują się nawzajem. Dziennikarze pytają mnie o to- oni szukają sensacji, chcą żebym nie miał dobrych relacji z Novakiem lub żeby ta niechęć dotyczyła Rafy i Rogera. Oczywiście to bardzo trudne być w bliskich relacjach ze sobą jeśli gra się spotkania o wielką stawkę, ale my dogadujemy się bardzo dobrze"- stwierdził mistrz olimpijski z Londynu.

 

W zaistniałej sytuacji tenis potrzebuje zawodników, którzy wyłamią się ze sztywnych zasad niepisanego fair-play i swoim zachowaniem (niekoniecznie godnym naśladowania) wprowadzą niezbędną świeżość do tego sportu. Jednym z takich tenisistów jest bez wątpienia Australijczyk greckiego pochodzenia, Nick Kyrgios. O tym, że nie jest to typowy zawodnik przebijający do znudzenia piłkę na drugą stronę (jak choćby David Ferrer) przekonuje już wygląd 20-latka:

 

Szczupły, wysoki- lubiący markowe ubrania młodzieniec- różowe słuchawki na uszach pozwalają mu odciąć się chociaż na chwilę od otaczającego świata. Fryzura przypominająca trochę Dennisa Rodmana (były koszykarz NBA) pokazuje, że mamy do czynienia z nietuzinkową postacią. Z pewnością nie jest to opis Rogera Federera, czy Novaka Djokovica.

 

"Nie próbuję być kimś innym. Jestem po prostu sobą"- twierdzi zajmujący aktualnie 30 miejsce w rankingu tenisista odnosząc się do swojego wizerunku. Temu na pewno nie można zaprzeczyć.

 

Ale wygląd to nie jedyny aspekt, w którym niezwykle utalentowany zawodnik wyróżnia się od zdecydowanej większości profesjonalistów. Kyrgios choć w zawodowym tourze rozegrał niespełna dwa sezony, bardziej niż świetnymi rezultatami na korcie przyciąga uwagę swoimi wypowiedziami.

 

Absolutnym hitem w mediach stał się nieprzyjemny komentarz Kyrgiosa skierowany do Stana Wawrinki na temat jego dziewczyny. Podczas ich meczu w Montrealu w mało dyplomatyczny (jednocześnie nie pozostawiający możliwości do interpretacji) sposób poinformował Szwajcara, że Donnę Vekic oraz innego, młodego tenisistę, Thanasiego Kokkinakisa łączyło coś więcej niż tylko wspólna gra w mikście podczas Australian Open 2014. Kyrgios zadziwił również komentarzem po przegranym spotkaniu w Queens oznajmiając, że ma zamiar zrobić sobie przerwę od tenisa oraz wykasować wszelkie aplikacje związane z tym sportem na jego urządzeniach mobilnych. Na pewno była to bardzo oryginalna wypowiedź pomeczowa, ale nie wydaje mi się żeby w jej rezultacie zyskał nowych fanów. Swoją drogą, czy wyobrażacie sobie takie zdanie z ust Rogera Federera lub Lleytona Hewitta?

 

"The Telegraph" niedawno opublikował zestawienie czarnych charakterów sportu. Zgadnijcie kto wygrał w kategorii tenis...

 

Nick znalazł się w tym zestawieniu obok Pepe (piłkarza Realu Madryt słynącego z brutalnych zagrań), czy Tysona Fury'ego (bokser wagi ciężkiej, który niedawno zdetronizował Wladimira Kliczkę- on znalazł się w tym rankingu między innymi dzięki 'bardzo błyskotliwym' komentarzom- jedynym usprawiedliwieniem wszystkich jego wypowiedzi byłaby informacja, że wspiera kampanię Donalda Trumpa).

 

Dzięki tym wszystkim kontrowersjom Kyrgios jest nieustannie w centrum uwagi. W tym momencie więcej można powiedzieć o poza kortowych wybrykach niż o czysto tenisowych osiągnięciach tenisisty urodzonego w Canberrze, ale dzięki temu ma się wrażenie, że jest on ważną częścią męskiego touru od przynajmniej kilku lat, choć po raz pierwszy szerszej publiczności pokazał się 1,5 roku temu podczas Wimbledonu rozgrywanego w 2014 roku. Bez wątpienia to właśnie w tym turnieju eksplodował talent Nicka Kyrgiosa.

 

Przed rozpoczęciem turnieju na kortach All England Tennis nastolatek nie wygrał ani jednego spotkania z zawodnikiem z czołowej 50-tki rankingu ATP (sam był sklasyfikowany na 144 miejscu). Zmieniło się to już w drugiej rundzie londyńskiego turnieju, gdy po ciężkim, pięciosetowym spotkaniu wyeliminował z dalszych gier 14-tego na świecie Francuza, Richarda Gasquet pomimo przegrania dwóch pierwszych partii. W trzeciej rundzie pokonał w czterech setach następnego rywala z pierwszej setki rankingu- Czecha, Jiriego Vesely. W nagrodę za dotarcie do czwartej rundy Grand Slam Nick otrzymał szansę zmierzenia się z ówczesnym numerem 1 światowych kortów, Rafą Nadalem. Choć notowania młodego Australijczyka zdecydowanie urosły w trakcie turnieju to nikt nie wyobrażał sobie scenariusza, w którym wysoki, przygarbiony nastolatek eliminuje z Wielkiego Szlema grającą legendę tego sportu. Tak się jednak stało- w spotkaniu stojącym na bardzo wysokim poziomie Nick Kyrgios pokonał Rafaela Nadala 7-6, 5-7, 7-6, 6-3 i po raz pierwszy w karierze awansował do najlepszej ósemki Wimbledonu.

 

Do końca sezonu niczym się już jednak nie wyróżnił, a w US Open odpadł w 3 rundzie po porażce z Tommym Robredo. O tym, że tenis potrzebuje takich graczy jak Kyrgios, a ludzie chcą oglądać na korcie barwne postaci przekonaliśmy się bardzo szybko- pod koniec 2014 roku, gdy Nick zagrał w pokazowych spotkaniach IPTL. Choć w zawodowym tenisie stawiał dopiero pierwsze kroki, dzięki swojej oryginalności otrzymal szansę gry u boku takich legend jak Andre Agassi, Patrick Rafter, czy Lleyton Hewitt (wszyscy Singapore Slammers).

 

Kyrgios mimo iż bardzo szybko został okrzyknięty przyszłym mistrzem to w kolejnym sezonie nie poczynił takiego postępu jakiego się po nim spodziewano. W 2015 roku oczekiwania wobec młodego Australijczyka były ogromne. Co poszło nie tak?

Sezon zaczął się znakomicie, bo od ćwierćfinału w Australian Open. W tym turnieju Nick po raz kolejny w karierze 'wyciągnął' spotkanie ze stanu 0-2 w setach. Tym razem jego rywalem był Włoch, Andreas Seppi (1/8 finału). Na spotkanie ćwierćfinałowe z Murrayem brakło jednak sił i to Szkot po 3 setach awansował do najlepszej czwórki. Wydawało się jednak, że Kyrgios do końca sezonu będzie piął się w górę rankingu. Nic bardziej mylnego- do końca sezonu nie osiągnął żadnego spektakularnego wyniku. W maju co prawda zagrał po raz pierwszy w karierze, w finale turnieju ATP (Estoril), ale Kyrgios na poważnego przeciwnika trafił dopiero w decydującym spotkaniu, które ostatecznie gładko przegrał z Richardem Gasquet 3-6, 2-6. Tydzień później pokonał w Madrycie Rogera Federera i wszystko wskazywało, że będzie to kolejny przełom na wzór tego z Wimbledonu, ale w następnej rundzie Australijczyk przegrał z Johnem Isnerem i ślad po nim zaginął- aż do końca sezonu. Jak pozasportowe zgrzyty odbiły się na formie Australijczyka? Czy to one przyhamowały rozwój młodego tenisisty? Tego może nigdy się nie dowiemy.

 

Wpływ czynników zewnętrznych na formę sportowca, to swoją drogą bardzo ciekawy temat. Chciałbym nieco przybliżyć sylwetkę innego tenisisty patrząc właśnie z tej perspektywy. Zostańmy na Antypodach i przyjrzyjmy się przypadkowi Bernarda Tomica.

 

23-latek urodzony w Stuttgarcie to kolejny talent reprezentujący Australię, o którym głośno z powodów poza sportowych. Choć w turniejach ATP pojawiał się 2009 roku, to świat usłyszał o nim dopiero na Wimbledonie 2011. Przed turniejem zajmował odległe 158 miejsce w rankingu- w dotychczasowej karierze wygrał 7 z 23 spotkań z zawodnikami z Top 100. Czy to coś Wam przypomina? Racja, sytuacja bardzo podobna do początków Kyrgiosa- sklasyfikowany w drugiej setce, utalentowany, ale nie mający do tej pory żadnych osiągnięć nastolatek z Australii odnosi życiowy sukces na Wimbledonie.

 

Tomic, który przedzierał się w tym turnieju od eliminacji rozpoczął turniej główny od pojedynku z rozstawionym z 29 numerem, Nikolayem Davydenko. W trzeciej rundzie po raz pierwszy w karierze pokonał zawodnika z pierwszej dziesiątki rankingu- Australijczyk zagrał na bardzo wysokim poziomie i nie dał szans turniejowej 'piątce', Robinowi Soderlingowi wygrywając 6-1, 6-4, 7-5 (była to ostatnia porażka Szweda przed trwającą już ponad 4,5 roku przerwą w grze spowodowaną przez mononukleozę). Będący w gazie Tomic w kolejnej rundzie pokonał bez straty seta Xaviera Malisse i w ćwierćfinale zmierzył się z Novakiem Djokovicem. Serb na tym etapie sezonu miał bilans 47-1! Spotkanie to wzbudzało nie mniej emocji niż inny pojedynek ćwierćfinałowy pomiędzy Jo- Wilfriedem Tsongą, a Rogerem Federerem- i w żadnym stopniu nie zawiodło. Tomic pokazał się z bardzo dobrej strony w tym spotkaniu, ale ostatecznie uległ Novakovi po czterech wyrównanych partiach. Bez wątpienia tym spotkaniem udowodnił, że jest świetnym materiałem na czołowego tenisistę. Rok 2011 zakończył na najwyższym w karierze, 42-gim miejscu w rankingu ATP.

 

Popularność to dla nastolatka ciężka sprawa. Od początku 2012 roku Tomic stał się niemalże celebrytą, co jakiś czas pojawiając się w czołówkach gazet- niestety nie tych traktujących o sporcie. Szybko okazało się, że Bernard Tomic i kłopoty to wyrażenia bliskoznaczne. W styczniu 2012 roku jednego dnia został trzykrotnie zatrzymany przez policję za złamanie przepisów drogowych, a dwa miesiące później wypowiedzią podczas swojego meczu w ramach Miami Masters zaszokował wszystkich:

 

"On jest irytujący. Wiem, że to mój ojciec, ale on mnie irytuje. Chciałbym żeby opuścił kort, ale czy to w ogóle możliwe?"- takimi słowami Bernard zwrócił się do arbitra z prośbą o wyrzucenie z kortu jego ówczesnego trenera.

 

I to właśnie John Tomic sprawił, że po raz kolejny o Bernardzie zrobiło się głośno- 6 maja 2013 roku ojciec młodego Australijczyka pobił sparingpartnera syna, Thomasa Drouet. Niespełna dwa miesiące później Bernie osiągnął kolejny wartościowy rezultat w karierze- IV rundę Wimbledonu (pokonał Sama Querrey'a, Jamesa Blake'a oraz Richarda Gasquet).

 

Urodzony w Niemczech tenisista od tej pory często jest w centrum uwagi. Pod koniec 2013 roku świat obiegły zdjęcia Tomica bawiącego się w klubie nocnym. Odpowiedzią na te wydarzenia była jego gra na początku 2014 roku- w Sydney dotarł do finału turnieju ATP. W Australian Open zagrał jedynie jednego seta w spotkaniu pierwszej rundy z Rafą Nadalem i wycofał się z powodu kontuzji- wrócił na kort pod koniec marca i zapisał się w historii … w pierwszej rundzie turnieju Masters w Miami przegrał w zaledwie 28 minut! spotkanie z Finem, Jarkko Nieminenem notując w ten sposób najszybszą porażkę w historii ATP.

 

Na początku lipca 2015 roku podczas konferencji prasowej po przegranym spotkaniu trzeciej rundy Wimbledonu z Djokovicem Tomic nieprzychylnie wypowiadał się na temat austalijskiej federacji tenisowej przez co nie został powołany przez Pata Raftera na ćwierćfinałową potyczkę z Kazachstanem w ramach Davis Cup. W weekend, w który rozgrywany był ten mecz Tomic został aresztowany przez policję w Miami za zakłócanie ciszy nocnej. Ta sytuacja chyba nie do końca pozytywnie wpłynęła na grę młodszych kolegów Tomica- Nicka Kyrgiosa oraz Thanasiego Kokkinakisa, którzy zostali desygnowani do pierwszych gier singlowych. Po porażkach Kokkinakisa z Kukushkinem oraz Kyrgiosa z Nedovyesovem Australia nie mogła pozwolić już sobie na potknięcie. Do pojedynku deblowego zostali wyznaczeni weterani- Lleyton Hewitt oraz Samuel Groth. Po wygranej tej pary wszystko miało rozstrzygnąć się w trzecim dniu. Rafter postawił tym razem na starą gwardię i to właśnie Hewitt oraz Groth wygrywając mecze singlowe zapewnili Australii awans do półfinału Pucharu Davisa. Co w tym czasie działo się z Tomicem? Po raz kolejny okazało się, że im głośniej się o nim mówi tym lepsze osiąga rezultaty. Zaledwie tydzień po incydencie w Miami zagrał w turnieju ATP w kolumbijskiej Bogocie i … wygrał całą imprezę.

 

Problemem zarówno Nicka Kyrgiosa, jak i Bernarda Tomica jest brak w ich otoczeniu osoby, która byłaby w stanie wskazać im właściwą drogę rozwoju- wyznaczyć priorytety, którymi powinni się kierować zarówno w życiu sportowym jak i prywatnym. Od przyszłego sezonu kapitanem reprezentacji Australii w Pucharze Davisa będzie Lleyton Hewitt, który w wieku 20 lat był już liderem ATP oraz miał na koncie zwycięstwo w US Open. Jest to szansa dla młodych tenisistów takich jak Nick Kyrgios, Bernard Tomic, czy Thanasi Kokkinakis. Jeśli chcą coś osiągnąć to powinni skorzystać z doświadczenia starszego kolegi. W tym momencie jest o nich głośno, ale chyba nie o taką sławę chodzi. W tenisie liczą się wyniki- Lleyton ma zarezerwowane miejsce w historii jako światowa jedynka, dwukrotny zwycięzca Grand Slam oraz zdobywca Pucharu Davisa, Nick Kyrgios jako zwycięzca plebiscytu "The Telegraph", Bernard Tomic dzięki najszybszej porażce w historii tenisa, a Thanasi Kokkinakis przez zagranie miksta z Donną Vekic. Oczywiście to przesada, ale jeśli młodzi gracze z Antypodów nie zmienią swojego podejścia do wykonywanego zawodu za jakiś czas nikt nie będzie o nich pamiętał.

 

Mariusz Kozik

źródło: inf.własna, fot: zimbio.com

Zobacz również:
wirtualna akademia tenisowa
więcej
reklama



Sponsor portalu: FEBAR - Wynajem Namiotów imprezowych

kalendarz ATP
TERMIN
TURNIEJ
29.05-11.06

Roland Garros

Paris, France

więcej
wywiady
więcej
kalendarz WTA
TERMIN
TURNIEJ
29.05-11.06

Roland Garros

Paris, France

więcej
partner strategiczny





Lider turystki tenisowej!
Sprawdź !

partnerzy:

© 2003 - 2013 tenisportal.com | Wszelkie prawa zastrzeżone. | Materiały na stronie są chronione prawem autorskim - kopiowanie zabronione.

X