Wywiad z Agnieszką Radwańską

« powrót | Data publikacji: 01-07-2012 14:26

Wywiad

Jej pięć minut. Nowe mieszkanie, nowa fryzura, trener. I nowe miejsce w rankingu WTA (obecnie zajmuje 4. miejsce w rankingu WTA - przyp. red.). Agnieszka Radwańska pokonała już pierwszą rakietę świata. Robi sobie miejsce? Jej złota zasada: wchodzę na kort, żeby wygrać. Nie boi się bólu, krytyki, fatalnych warunków. Nie odpuszcza. Z jednego się cieszy: kocha tenis, ale dla niego nie zwariowała.

Radwańska w liczbach: 23 lata, ponad pół miliona dolarów rocznego dochodu, czwarte miejsce w światowym rankingu WTA. Serwuje piłkę z prędkością 180 kilometrów na godzinę. Dorzuć jakąś liczbę...


Dwadzieścia pięć. Gram około 25 turniejów rocznie. Osiem jest obowiązkowych - zostaję automatycznie zgłoszona i muszę się stawić. Do tego kilka narzuconych ze względu na moje konkretne miejsce w rankingu. Pozostałe wybieram sama.


Jak wybierasz?

 

Przeważnie największe. Ważnym kryterium jest nawierzchnia. Najbardziej lubię korty trawiaste. Zawodnicy wybierają turnieje także ze względu na lokalizację. Niektórzy decydują się na imprezy w odległych, czasem wręcz niebezpiecznych miejscach: w Indiach, Chinach, dalekiej Azji, gdzie istnieje ryzyko np. zatrucia. W żargonie mówimy, że to "turnieje w dżungli". Są przeważnie słabiej obsadzone, więc rośnie szansa ugrania punktów do klasyfikacji. Ja najbardziej lubię Indian Wells w Kalifornii i Miami.



Możesz się wycofać z turnieju?

 

W każdej chwili. Ale są tego konsekwencje i to duże. Przede wszystkim finansowe - płacę wtedy solidną karę, no i tracę wszelkie bonusy od sponsorów. Są też straty w rankingu. Za odwołane zawody mam zero punktów i nie mogę odrobić straty udziałem w innym, dodatkowym turnieju. To też boli.



A gdy nie jesteś winna, np. chmura pyłu wulkanicznego uziemiła twój samolot?

 

Nikogo to nie interesuje - nie ma mnie, koniec.

 

Wycofałaś się kiedyś w ostatniej chwili?

 

Tak, raz. Grałam też z poważną kontuzją, bo konsekwencje byłyby jednak za duże. Wielokrotnie grałam chora, na antybiotykach.

 

Start naprawdę wart jest takiego poświęcenia?!

 

Często zadaję sobie to pytanie. W pewnym momencie na pewno przekracza się granicę zdrowego rozsądku - nie powinnam była zagrać, ale zrobiłam to. Bo co? Bo to jest sport zawodowy. Ludzie idą z grypą do biura, ponieważ to ich zawód. Ja pracuję na korcie i to jest ciężka harówa. Gdy nie gram, mam dziennie dwa treningi tenisowe i jeden w siłowni. Przez dziesięć miesięcy w roku. Na to się zdecydowałam. Nie chcę zawalać. Nieraz bywa tak, że jadę na ostatkach sił, ale trzeba grać dalej.

 

Wyczuwasz swoją granicę, że za chwilę padniesz?

 

 

Tak, zwłaszcza podczas meczów w ekstremalnych warunkach, gdy wilgotność wynosi 95 procent, a gra się w samo południe. To jest jak maraton. Nagle dochodzisz do ściany. Mówisz sobie: koniec, schodzę z kortu, wszystko mi jedno, jaki wynik. To jest taki stan, że nie wiem, jak się nazywam, z kim gram, gdzie jest prawo, gdzie lewo, ciemno mi przed oczami. Gram mechanicznie, jak cyborg. Tak naprawdę to jest walka z samym sobą, a nie z przeciwnikiem. Nigdy jednak nie zeszłam z kortu z tego powodu. Kilka gemów zdarzyło mi się grać na granicy utraty świadomości.

Coś ci wtedy pomaga - trzy oddechy, sole trzeźwiące?

 

Nic. To już jest wysiłek na takim poziomie, kiedy wyraźnie czujesz, że nie masz już żadnych rezerw. Taki haj. Musisz włączyć "automatycznego pilota", tę umiejętność wypracowywałam kilkanaście lat i jestem z niej dumna. Bo na kort wchodzę, żeby grać i nie odpuścić. Nikt z czołówki się nie poddaje, musi być naprawdę bardzo źle, jeśli ktoś rezygnuje.

 

Znacie się do tego stopnia, że widzisz: oho, ona zaraz walnie rakietą, zejdzie z kortu?

 

Tak. Widziałam tysiące meczów w różnych warunkach. Zobaczę o wiele więcej niż amator.

 

Przejmujesz się, współczujesz takiej zawodniczce?

 

Nie bardzo. Taka praca. Mogę tak samo współczuć osobie, która osiem godzin siedzi bez ruchu, wprowadza dane do komputera i ma odciski na palcach. Zawsze jest jakiś minus, są dobre i złe strony.

 

Od czego zaczyna się organizacja zawodów?

 

Parę tygodni wcześniej wiem, gdzie gram, jakimi piłkami, na jakim korcie. Dostaję pełną informację o turnieju, numery telefonów do organizatorów, do dyrektora imprezy. Wiem, w jakim hotelu mieszkam.

 

A jak ci się hotel nie podoba, możesz poprosić o inny?

 

Hotel rzadko schodzi poniżej czterech gwiazdek, nie ma co grymasić. Zresztą w pokoju spędza się mało czasu. Choć oczywiście miło, kiedy widok z okna jest piękny, a taras duży. Kiedyś dostałam luksusowy apartament, wielki jak mieszkanie.

 

Zawodniczkom na twoim poziomie przysługują VIP-owskie bonusy?

 

Na niektórych turniejach mamy osobny pokój w szatni. Albo każda dostaje swoje auto z kierowcą, ja też tak miałam.

 

Macie jakieś specjalne zobowiązania?

 

Tak. Dziewczyny z czołówki, rozstawione, mają kilka obowiązków pozasportowych, np. sesja autografowa, wizyta w namiocie sponsorów, gdzie trzeba zajrzeć, pouśmiechać się, zrobić zdjęcia. Plus półgodzinna gra z dziećmi. Czasem jest ich ośmioro, czasem trzydziestka i trzeba się sporo nabiegać. Ale to jest fajne, sprawia się dużą frajdę. Dzieci są w nas wpatrzone jak w obrazki. Ja miałam też kiedyś mały fashion show - chodziłam po wybiegu. To się robi dla turnieju.

 

Ile czasu musisz mieć dla siebie przed wejściem na kort?


Przeważnie dwie godziny przed meczem jest rozgrzewka. Od jej zakończenia muszę mieć godzinę, półtorej do własnej dyspozycji na zjedzenie, przebranie się i na opatrunki.

 

Grasz z pełnym żołądkiem?

 

Nie, ale godzinę przed rozpoczęciem meczu muszę koniecznie zjeść. Nie później i nie wcześniej, bo zaczynam być głodna.

 

Gdzie jadasz na zawodach? Justyna Kowalczyk mówiła mi, że często osobne posiłki przygotowuje jej ekipa.

 

Ja korzystam z restauracji turniejowej. Jest duży wybór jedzenia, ale przed meczem zawsze jem tylko makaron - ze względu na węglowodany.

 

Jadasz sama?


Pewnie, że nie. Pada hasło: kto idzie na obiad? I jemy razem z dziewczynami.

 

Nawet jeśli za godzinę z którąś z nich grasz mecz?

 

 

Nie, to już by było niezręczne. Wtedy nie siadamy przy tym samym stoliku. Nazajutrz owszem.

 


A jeśli na korcie było niefajnie? Obrażacie się na siebie?

 

Nie, czasami złe emocje wychodzą przy siatce po meczu. Jeżeli ta druga zachowywała się nie w porządku, stosowała zagrania nie fair, nie masz ochoty podać jej ręki. Ja podaję zawsze, mimo wszystko. Choć bywam wściekła. To ulatuje jakiś czas po rozgrywce. Nie noszę w sobie urazy ani chęci zemsty.

Masz jakikolwiek wpływ na to, z kim grasz?

 

Żadnego, to jest loteria, losowanie.

 


Kiedy się dowiadujesz o jego wynikach?

 

Dzień lub dwa przed turniejem.

 

Możesz się odwołać? Że z zawodniczką X nie chcesz grać, bo... nie wiem, nieuczciwie odbiła twój kontrakt reklamowy?

 

Nie, nie, nie ma takiej siły! Zwariowałaś? To jest twardy sport, nie telenowela!

 

Ok, wróćmy do restauracji. Możesz się napić wina do obiadu?

 

Nie jestem fanką alkoholu. Nigdy nie byłam pijana. Nie zamawiam wina do makaronu.

 

Przed meczem jest badanie alkomatem?

 

Nie, są tylko badania antydopingowe.

 

Po obiedzie idziesz się przebrać. Jak wybierasz ciuchy?

 

Teraz współpracuję z firmą Lotto. Dostaję od niej do wyboru kilka strojów z najnowszej kolekcji. W czym wystąpię, decyduję sama.

 

Na korcie obowiązuje jakaś etykieta?

 

Nie można grać w długich spodniach - taka tradycja. Nie wolno przesadnie odsłaniać ciała - nieraz były ostrzeżenia, że dziewczyny pokazywały za dużo. Trzeba po prostu zachować klasę. Raczej nie gra się w ubraniach z długimi rękawami. Na ogół jest bardzo gorąco. Na dwadzieścia kilka turniejów średnio tyko dwa w roku gra się na hali, a ponad dwadzieścia w upale.

 

W jakiej najwyższej temperaturze grałaś?

 

Cztery lata temu w Tajlandii było blisko sto procent wilgotności i ponad czterdzieści stopni Celsjusza. Wychodziłam na powietrze i... jakbym wchodziła do pieca, natychmiast byłam spocona. Przed wejściem na kort musiałam wylewać wodę z butów. Rakieta wypadała mi z ręki - dłoń była wciąż mokra od potu. Koszmar. Po każdej rozgrywce pół godziny siedziałam w basenie, nie miałam siły dojść do pokoju. Jeden mecz w takich warunkach i chudnę nawet dwa kilogramy.

 

Na korcie można mieć biżuterię?

 

Ile się chce, ale pod warunkiem, że to w żaden sposób nie zagraża przeciwniczce. Na przykład koraliki we włosach, bransoletka, która może pęknąć i się rozsypać - nie wolno zgubić na korcie niczego, o co rywalka się pośliźnie, przewróci. Nie można jej też rozpraszać. Jeżeli ma się na głowie opaskę, czapeczkę i ona spada, przeważnie sędzia zarządza powtórkę rozgrywki punktowej. Ale jeżeli sytuacja się powtarza - na ogół następuje odebranie punktu. Ja nigdy nie mam bransoletek ani pierścionków, nie lubię tego.

 

Spryskujesz się perfumami przed grą?

 

Na kort? A po co?! Prawie się nie maluję. Po dwóch gemach cieknie ze mnie jak z kranu. Przestaje mieć znaczenie, czy się pachnie, jak się wygląda. Jestem zdyszana, czerwona, makijaż rozpłynąłby się żałośnie.

 

Kamery cię wtedy nie denerwują?

 

Kamera jest ze mną od pierwszej piłki do ostatniej. Nauczyłam się jej nie zauważać. Nie jestem na wybiegu. Nie martwię się tym, że odstaje mi kosmyk i z którego profilu "bierze" mnie operator. Chodzi tylko o to, żeby zagrać dobrą piłkę.



Mówiłaś, że potrzebujesz jeszcze czasu na zrobienie opatrunków.


Zabezpieczam odciski, naciągnięte mięśnie. Dokuczają mi zawsze, raz mniej, raz bardziej. Mam na to specjalne bandaże i plastry - przypominają styropianowe krążki, które mają otoczyć odcisk. Naklejam nawet dwa, tworzy się mały komin. Ktoś, kto przykleiłby to pierwszy raz, nie umiałby w ogóle z tym chodzić. Ja już nie zwracam uwagi, plastry układają się do stopy po kilku piłkach. Opatrunki robię sama, choć mam do dyspozycji fizjoterapeutę. Po tylu latach wiem, jak je robić, i robię to szybciej, więc tu pomoc nie jest mi potrzebna.

 

Czasem na rozpoczęcie swojego meczu musisz długo czekać. Co wtedy robisz?

 

Zdarzało się, że wchodziłam na kort o 23. Organizm chce spać, oko się zamyka, a ty musisz grać. Po całym dniu na nogach i czekaniu na swoją kolej. Wtedy rzeczywiście człowiek się nudzi. Ja słucham muzyki, oglądam mecze. Na żywo albo w telewizji.

 


Nie lepiej serial albo Idola?

 


Niektórzy zawodnicy są tak "przejedzeni" grą, że zaklinają: byle nie tenis w wolnym czasie. Ja jestem maniaczką.



Prawdziwe nienasycenie...

 

Tak. Na turnieju jesteśmy z Ulą na kortach od 8 do 20. Wracamy do pokoju i jest krótki dylemat, co włączamy: film czy tenisowa night session? Decyzja jasna - tenis.

 

Masz jakieś rytuały przed wejściem na kort?

 

Nie. Nie wierzę w przesądy. Są zawodnicy, którzy podczas całego turnieju jedzą to samo w tej samej restauracji, o tej samej godzinie siadając na tym samym krześle - wierzą, że to przynosi szczęście. Śmieję się z tego. Nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby zabrać na pamiątkę piłkę z któregoś wyjątkowego finału czy przechowywać latami "szczęśliwą" koszulkę. Nie jestem sentymentalna. Emocjonalna - tak.

 

Przeklinasz, kiedy ci nie idzie?

 

Jasne. Nie umiem wymienić nazwiska zawodnika, który tego nie robi.

 

Klniesz po polsku?

 

No tak, w języku ojczystym. To są emocje, nerwy na najwyższym poziomie. Tu się gra o wielkie stawki. Nie powiem: "O kurza nóżka, nie udało się...".

 

Dokładnie. Gdy grasz debla i widzę, jak w przerwie rozmawiasz z partnerką, zastanawiam się, o czym tak trajlujecie?

 

Zapewniam cię, że niekoniecznie o tym, jak która zagrała forhend czy bekhend. Bywa, że ustalamy, co trzeba poprawić w meczu, ale częściej plotkujemy o lakierach do paznokci, o studiach, modzie, włosach, przystojnych facetach. Czasem się śmiejemy: dobrze, że nie ma pod nami mikrofonów, bo jakby ktoś usłyszał tę rozmowę, to jesteśmy skończone. Mikrofony są wokół kortu, ale przy stołku zawodniczki nie ma.

 

Dostrzegasz przystojnych facetów na widowni?

 

Przeważnie właśnie wtedy, gdy siadam odpocząć. Podczas gry widzę masę, wielotysięczny tłum, głowę przy głowie. Na trybunach zawsze jest specjalny boks dla gości zawodników - coachów, rodziny, przyjaciół. To pewne miejsce emisji dobrej energii. A doping rzeczywiście mi pomaga. Z drugiej strony, gdy go brakuje bo np. jesteśmy na terenie przeciwniczki, nie ma to wpływu na mój tenis, gram swoje.

 

 

Co robisz zaraz po meczu?

 


Idę do szatni. Tam czekają dziewczyny odpowiedzialne za relacje zawodnika z mediami. Informują, o której mam być na konferencji prasowej - jest obowiązkowa. A także kilka wywiadów dla najważniejszych telewizji. Na resztę zgadzam się lub nie, według własnego uznania. Na ogół po dziesięciu mam dość, odmawiam grzecznie i stanowczo. Albo proszę: poczekajcie, potrzebuję godziny - chcę się przebrać, umyć, coś zjeść, bo ssie mnie z głodu. Po grze jem już to, na co mam ochotę. Słodycze też. Dzień bez czekolady jest stracony.

 

Masz sposób na błyskawiczną regenerację, żeby za chwilę wyglądać super w Eurosporcie?

 

Kładę się na chwilę na kanapie w szatni.

 

Zasypiasz kamieniem?

 

Niewykonalne. Pobudzenie, poziom adrenaliny są takie, że po meczu przez cztery godziny nie jestem w stanie zasnąć. Dlatego nie lubię grać wieczorem, bo rano jestem nieżywa. Nawet gdy kończę o w miarę ludzkiej godzinie, np. 22, a potem mam fizjoterapię i konferencję, ląduję w pokoju o 24 i do drugiej nie mogę spać. Jak kończę o północy, do czwartej nad ranem leżę w łóżku z oczami jak dwa euro.

 

Co wtedy robisz, w sumie to solidna porcja czasu dla siebie?

 

Włączam komputer, oglądam amerykańskie seriale: "24 godziny", "Dr House", "Dexter"... Odreagowuję zmęczenie fizyczne i psychiczne. Po grze trzeba być maksymalnie skoncentrowanym podczas wywiadów i konferencji - nie wypada ziewać i kłaść się na stole.

 

Jakich pytań nie lubisz na konferencji prasowej?

 

Głupich. Najgłupsze: "A nie dało się wygrać?". Co tu odpowiedzieć takiemu gościowi? Obejrzał dwa mecze, przeczytał trzy artykuły i myśli, że jest ekspertem. Kiedyś dostawałam furii, teraz tłumaczę sobie: człowiek się nie zna, trzeba mu wybaczyć.

 

Ty śledzisz wszystko, co dzieje się w tenisie?

 

Znam wszystkie wyniki ważnych meczów i turniejów.

 

Oglądasz czasem klasykę, jak grali Connors czy Nawratilowa?

 

Rzadko. To był inny tenis. Oglądam go, jakby ktoś puszczał film w zwolnionym tempie. To już mnie tak nie kręci, jak tenis współczesny: szybkość, siła, technika. Chociaż spotykam się ze starymi mistrzami. Oni są aktywni - bywają na zawodach, komentują dla telewizji. Z Nawratilową znam się dobrze.

 

Nie chciała nigdy z tobą zagrać?

 

Ale po co? Każda ma swoje mecze i obowiązki.

 

Na twoim poziomie ma się idoli?

 

Trudne pytanie. Powiem tak: kilka lat temu podziwiałam te wszystkie supertenisistki w telewizji. Teraz jesteśmy dobrymi kumpelkami, dzielę z nimi szatnię i co chwila gramy razem mecz. To niesamowite uczucie, że dziś jestem osobą Z, a nie SPRZED telewizora... Ale pamiętam emocje, kiedy pierwszy raz wchodziłam na kort centralny na wielkich zawodach: O rany boskie, teraz ja tu gram, jaka ogromna publiczność!

 

Do czego zawodniczka twojego formatu potrzebuje trenera?

 

Trener przede wszystkim dba o dyscyplinę treningową. Również zmienia lub dodaje nowe rzeczy - dla urozmaicenia, żeby nie było nudy. I nie pytaj mnie teraz o tatę. Dalej trenujemy razem, kiedy jestem w Krakowie. Kropka.

 

Teraz siedzimy w Krakowie i wszyscy zerkają w naszym kierunku. Lubisz popularność?

 

To zależy, jak ludzie na mnie reagują. Przeważnie się wpatrują, dopóki nie zniknę za rogiem, jakby zobaczyli ducha. Myślę sobie: a gapcie się do woli! Szybkie zdjęcie, autograf? Nie ma problemu. Ale zdarza się, że jakiś wujek dobra rada zaczepia mnie tylko po to, żeby prawić kazanie: źle zagrałam, powinnam to i tamto. Wtedy mówię: kolego, to chyba zły adres, słucham tylko ludzi, którzy się znają na tenisie.

 

Posądzą cię o gwiazdowanie.

 

Co mam zrobić, to jest po prostu denerwujące. Nie gwiazduję. Czasem marzę o tym, żeby żyć jak zwykła dziewczyna, po prostu wyjść z domu, żeby nikt się nawet za mną nie obejrzał - na kręgle czy do kina. Mam w domu wszystkie gry świata, uwielbiam grać w buzza, w singstara, tańczyć przed telewizorem - dostałam taką grę na konsolę Wii. Zbiera się u nas kilkanaście osób i jedziemy.

 

U was, czyli...

 

Kupiłyśmy z siostrą mieszkanie w Krakowie. Wyprowadziłyśmy się z rodzinnego domu, ale to była zmiana naturalna. Dorosłyśmy. Mamy ładny apartament na najwyższym piętrze. Każda swoje miejsce, gdzie można się zaszyć i odpocząć.

 

Umiesz się wyluzować? Po prostu siedzieć i nie liczyć czasu?

 

Nie. Muszę mieć nad nim stałą kontrolę. Wszystko działa u mnie na styk. W bagażniku wożę zawsze trzy, cztery torby z ciuchami na różne okazje, przebieram się byle gdzie. Nie mogę usiąść na kanapie i się zamyślić. Nie mogę odkładać niczego na jutro.

 

A to nie jest tak, że pewne rzeczy ci umykają, bo nie jesteś w stanie się zaangażować?

 

Trochę tak. Na świecie dużo się dzieje, śledzę to, bo przecież jest internet. Nie wszystko jednak przeżywam na bieżąco. Moja własna rzeczywistość jest dla mnie najsilniejszym bodźcem, doświadczeniem. Na co dzień śledzę rzeczy, które mnie interesują - na ogół wiem, kto dostał Oscara albo która gwiazda wyszła za mąż. Przeglądam kobiece magazyny jak każda baba.

 

Chodzisz na wybory?

 

Nie. Trzymam się z daleka od polityki.

 

Niektórzy uważają, że to ich obowiązek.

 

Ja mam inne obowiązki.

 

Kiedy myślisz o przyszłości - planujesz życie na rok, pięć czy dziesięć lat do przodu?

 

Nie planuję, żyję na bieżąco. Jedyne, co mogę powiedzieć o sobie na pewno, to jakie będę grała turnieje w tym roku. Oprócz tego nie wiem nic. Pewnie moja kariera potrwa do trzydziestki, jak w większości przypadków. Teraz ważne, że jestem zdrowa i że wciąż nie mam dość. Nie potrafię myśleć o sobie inaczej niż jako o sportowcu. Przecież odkąd pamiętam, grałam w tenisa.

 

Umiesz robić coś dobrze poza nim?

 

Muszę się zastanowić... Świetnie robię manikiur! I bardzo dobrze jeżdżę samochodem. Dobrze odkurzam i w ogóle pilnuję porządku w domu. A, jeszcze jestem znakomita w karaoke. Ale odczuwam niedostatki, ciągoty - chciałabym się nauczyć dobrze tańczyć street dance’u albo break dance’u. No i gotować, bo jestem w tym kiepska.

 

A chciałabyś mieć rodzinę, dziecko? Chłopca czy dziewczynkę?

 

Dziś o tym nie myślę. Nie wiem. Na razie to nie mój temat.

 

Ludzie coraz bardziej cię lubią. Kiedyś bywałaś naburmuszoną juniorką, w tym roku zostałaś uznana przez kibiców za ulubioną tenisistkę 2011. "Otwarta, wesoła, pogodna" - miłe przymiotniki. Wybierz jeden najważniejszy i dokończ zdanie: Na korcie jestem...

 

Wiesz, co mi przyszło do głowy? Słowo "samotna". Albo raczej: "sama". Na korcie jestem sama. Sama muszę walczyć, a kiedy coś mi nie wychodzi, sama się ratuję, mobilizuję. Tysiące ludzi na trybunach, a ja sama... Może dlatego w normalnym życiu chcę mieć wokół przyjaciół i nie przeszkadza mi zamieszanie, pęd. Niewielu rzeczy boję się poza kortem, niewiele mnie rusza, najsilniejsze emocje przerabiam, gdy gram.

 

Patrzysz na zwykłe życie jak na przerwę w meczach?

 

Sport jest priorytetem. Ale nie mam problemu z powrotami w tak zwaną zwyczajność. Nie noszę w komórce numeru do psychoterapeuty, w głowie mi się nie przestawiło. Życie wciąż mnie zachwyca. Małe rzeczy, chwile, dobre jedzenie, muzyka, zakupy w fajnych sklepach, opalanie na golasa. Niech to będzie nasza piłka meczowa, napisz: Radwańska jest normalna.

 

Rozmawiała Agnieszka Litorowicz-Siegert

Źródło: Twój Styl nr 3/2012

Zobacz również:
wirtualna akademia tenisowa
więcej
reklama



 

kalendarz ATP
TERMIN
TURNIEJ
05.02-11.02

Open Sud de France

MONTPELLIER, FRANCE

05.02-11.02

ECUADOR OPEN

QUITO

05.02-12.02

Garanti Koza Sofia Open

Sofia

12.02-18.02

Argentina Open

BUENOS AIRES, ARGENTINA

więcej
wywiady
więcej
kalendarz WTA
TERMIN
TURNIEJ
12.02-18.02

Qatar Total Open 2018

Doha, Qatar

19.02-25.02

Dubai Duty Free Tennis Championships

Dubai, United Arab Emirates

19.02-25.02

Hungarian Ladies Open

Budapest, Hungary

26.02-04.03

Abierto Mexicano TELCEL presentado por HSBC

Acapulco, Mexico

więcej
partner strategiczny





Lider turystki tenisowej!
Sprawdź !

partnerzy:

© 2003 - 2013 tenisportal.com | Wszelkie prawa zastrzeżone. | Materiały na stronie są chronione prawem autorskim - kopiowanie zabronione.

X