Kilka słów o okazji, która uciekła

« powrót | Data publikacji: 04-09-2012 03:25

Zacząłem pisać ten tekst, kiedy minęło zaledwie parę godzin od porażki Agnieszki Radwańskiej. Polka zaprezentowała wszystko co w tenisie najgorsze i zasłużenie uległa niżej notowanej Robercie Vinci w stosunku 1-6  4-6. Ta przegrana nie tylko odpowiednio obrazuje ostatnią formę Isi, ale również zamyka usta wszystkim, którzy uważają, że Polka powinna znajdować się na szczycie rankingu.

 

Kilka tygodni temu nastroje w kraju były zupełnie odmienne. Agnieszka świetnie poradziła sobie podczas Wimbledonu i ogólnej radości nie psuł nawet fakt, że drogę do wielkoszlemowego finału miała prawdopodobnie najprostszą w historii tej dyscypliny. Sukces Radwańskiej był ogromny i dlatego należało przymknąć oko na wszystkie mankamenty i po prostu cieszyć się wyczekanym triumfem polskiego tenisa. Po Wimbledonie, kiedy nad Wisłą pojawiły się już pierwsze oznaki Isiomanii, wszystko zaczęło lecieć w dół.

 

Radwańska fatalnie zaprezentowała się podczas Igrzysk Olimpijskich, a jej poturniejowe wypowiedzi jedynie dolały oliwy do ognia. Wielu kibiców w kraju, także tych, którzy jeszcze parę tygodni wcześniej ją wychwalali, bardzo zdenerwowało to, jak Agnieszka zareagowała na londyńską porażkę. Wielki nadmuchany balon pękł, a marzenia o olimpijskim krążku zastąpił smutek, rozgoryczenie i żal po zmarnowanej szansie.

Wszyscy, którzy myśleli, że kolejne turnieje przyniosą wyczekiwane zwycięstwa i sprawią, że Agnieszka w końcu powalczy o upragnione przez wszystkich pierwsze miejsce w rankingu, ponownie się zawiedli. Do zawodów w Montrealu i Cincinnati Radwańska przystępowała jako żelazna faworytka. W pierwszej z tych prestiżowych imprez startowała jako „numer dwa”, a w drugiej została najwyżej rozstawiona i koło jej nazwiska można było zobaczyć wzbudzającą respekt „jedynkę”. Niestety, jak się później okazało, innego zdania była Na Li. Chinka nie tylko nie wystraszyła się mrożących krew w żyłach cyferek, ale bezlitośnie przejechała się po naszej rodaczce w ćwierćfinałach obu wyżej wymienionych imprez. W Kanadzie Agnieszka ugrała trzy gemy (1-6  2-6), a w Stanach Zjednoczonych dwa (1-6  1-6). Patrząc na te statystyki, można nawet pokusić się o stworzenie małego równania (x +1 = y, gdzie „x” to rozstawienie, a „y” liczba ugranych gemów w ćwierćfinale z Na Li). Odłóżmy jednak zabawy matematyczne i skupmy się na ostatnim występie Agnieszki przed US Open. Wielu kibiców pukało się w głowy, gdy dowiedzieli się o tym, że Radwańska zdecydowała się na występ w mało prestiżowym turnieju w New Haven. Polka, która ponownie została najwyżej rozstawioną zawodniczką, zakończyła imprezę z jednym gemem na koncie. Isia poddała swój pierwszy mecz przy stanie 6-0  2-1 dla Olgi Goworcowej, no i spokojnie mogła zacząć przygotowania do wielkoszlemowego US Open.

W Nowym Jorku miało być pięknie, a wyszło jak zazwyczaj. Rozstawiona z „dwójką” Agnieszka potknęła się na pozornie prostej drodze i swój udział w amerykańskim czempionacie zakończyła już w czwartej rundzie. Wynik ten mógł być jeszcze mniej okazały, gdyż niewiele brakowało, a Isia pożegnałaby się z amerykańskimi zawodami już dużo wcześniej. Co jej się udało w drugiej rundzie (zdołała wygrać mecz, mimo że przegrywała 4-6  1-3 z Carlą Suarez Navarro), nie powiodło się już w czwartej. W spotkaniu z Vinci Agnieszka nie została dopuszczona do głosu, a jej rażące błędy kłuły w oczy nawet mniej zagorzałych fanów dyscypliny.

Ten tekst ma zwrócić uwagę, jak wiele zmieniło się na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy. 7 lipca, kiedy Isia walczyła z Sereną Williams o wimbledońskie trofeum, wszyscy wstrzymywali oddechy i wierzyli, że już niebawem będziemy mieli Polkę na pierwszym miejscu rankingu WTA. Kolejne tygodnie przyniosły jednak nie tylko fatalny występ podczas Igrzysk Olimpijskich.  To był dopiero początek złej passy, która ciągnęła się poprzez dwa katastrofalne ćwierćfinały z Na Li, niezrozumiały i nieudany występ w New Haven, a zakończyła się podczas czwartego wielkoszlemowego turnieju sezonu 2012.

Nie da się ukryć, że Agnieszka zmarnowała  największą dotychczasową szansę w swojej sportowej karierze. Rezultaty w poprzednich turniejach ułożyły się tak fortunnie, że gdyby Radwańska cały czas grała swoje i notowała dobre wyniki w ostatnio wymienionych zawodach, to do US Open przystępowałaby jako światowa rakieta numer jeden. Tak się jednak nie stało, ponieważ Polka straciła formę w kluczowym momencie i tym samym zaprzepaściła swoją szansę na spektakularny awans na pierwsze miejsce kobiecego zestawienia.

Czy Polce uda się to naprawić i niebawem ponownie zawalczy o miano światowej „jedynki”? Moim zdaniem nie. W najbliższym czasie Agnieszkę czekają turnieje w Azji, gdzie ma do obronienia całą masę wywalczonych przed rokiem punktów. Powiem więcej, jestem przekonany, że jeśli Isia nie weźmie się w garść, to nie tylko nie zbliży się do swoich ubiegłosezonowych rezultatów, ale i zanotuje bolesny spadek w rankingu. Jej sytuacja do złudzenia przypomina mi tę, z którą niedawno borykała się Caroline Wozniacki. Jest tylko jedna zasadnicza różnica – Dunka przez długi czas była światową „jedynką”, co dla Radwańskiej w dalszym ciągu pozostaje jedynie w sferze marzeń (na dodatek w ostatnich tygodniach coraz mniej realnych).

Wszystko co złe zaczęło się podczas Igrzysk Olimpijskich. Może winne było nieodpowiednie nastawienie psychiczne Agnieszki, może złe przygotowanie fizyczne, może coś jeszcze innego. Przyczyn może być wiele, ale nie ulega wątpliwości, że coś poszło nie tak. Radwańska wpadła w dołek i zamiast jak najszybciej z niego wyskoczyć, sama (z plastrem na ramieniu) zaczęła sukcesywnie kopać w głąb ziemi.  

Pewien brytyjski polityk – Benjamin Disraeli – powiedział kiedyś, że receptą na życiowy sukces jest bycie w ciągłej gotowości i czekanie na tę jedną szansę, którą trzeba wykorzystać. Obawiam się, czy Agnieszka właśnie nie przegapiła swojej.

 

Wszystkich zainteresowanych tematem zapraszam do dyskusji w komentarzach poniżej

Maciej Żmudzki

Zobacz również:
wirtualna akademia tenisowa
więcej
reklama



Sponsor portalu: FEBAR - Wynajem Namiotów imprezowych

kalendarz ATP
TERMIN
TURNIEJ
05.02-11.02

Open Sud de France

MONTPELLIER, FRANCE

05.02-11.02

ECUADOR OPEN

QUITO

05.02-12.02

Garanti Koza Sofia Open

Sofia

12.02-18.02

Argentina Open

BUENOS AIRES, ARGENTINA

więcej
wywiady
więcej
kalendarz WTA
TERMIN
TURNIEJ
12.02-18.02

Qatar Total Open 2018

Doha, Qatar

19.02-25.02

Dubai Duty Free Tennis Championships

Dubai, United Arab Emirates

19.02-25.02

Hungarian Ladies Open

Budapest, Hungary

26.02-04.03

Abierto Mexicano TELCEL presentado por HSBC

Acapulco, Mexico

więcej
partner strategiczny





Lider turystki tenisowej!
Sprawdź !

partnerzy:

© 2003 - 2013 tenisportal.com | Wszelkie prawa zastrzeżone. | Materiały na stronie są chronione prawem autorskim - kopiowanie zabronione.

X