Co dalej z Rafą?

« powrót | Data publikacji: 30-11-2012 18:56

Kiedy przeglądałem TenisPortal w poszukiwaniu inspiracji dla napisania kolejnego felietonu moją uwagę przykuły dwa sąsiadujące ze sobą zdjęcia, będące rzecz jasna oprawą graficzną dwóch bezpośrednio po sobie napisanych newsów. Na tych zdjęciach widniały twarze Rafaela Nadala oraz Robina Soderlinga. Obu od dawna nie widzieliśmy na kortach (choć jeśli już w odniesieniu do Hiszpana używam słów „od dawna”, to przy Szwedzie wypada pokusić się o coś z gatunku „od bardzo bardzo bardzo bardzo dawna”), a w nagłówkach widnieją przeciwne informacje i zapewnienia. Jeden obiecuje, że wróci do pełni formy, a drugi powątpiewa, czy w ogóle dane mu będzie znowu pojawić się na korcie. Cóż, w takim razie temat wybrany i o kontuzjach oraz powrotach słów kilka.


Na początku możemy sobie przypomnieć nazwiska kilkorga zawodników, którzy w ostatnich latach zmagali się z poważniejszymi kontuzjami. Do tego grona należą między innymi siostry Williams, Juan Martin del Potro, Tommy Haas, czy wspomniany wcześniej Robin Soderling. Możemy dodać do nich również innych zawodników – tych, którzy pauzują od paru miesięcy (jak np. Nadal), czy tych, którzy borykali się nie tyle z poważnymi, co regularnymi i dokuczliwymi urazami (jak np. Andy Roddick, który we wrześniu tego roku zakończył swoją bogatą tenisową karierę).

Za najbardziej spektakularne powroty wypada chyba uznać Serenę Williams oraz Juana Martina del Potra. Amerykanka nabawiła się dość niecodziennej kontuzji tuż po zakończeniu Wimbledonu 2010. Tenisistka z Michigan, podczas pobytu w restauracji, nadepnęła na kawałek szkła i zraniła się na tyle poważnie, że niezbędna była interwencja chirurgiczna. Uraz ten okazał się brzemienny w skutkach, a Serena opuściła US Open 2010, Australian Open 2011 oraz French Open w tym samym roku. Swój kolejny tytuł wywalczyła w lipcu (czyli dokładnie rok od momentu feralnej wizyty w restauracji) w amerykańskim Stanford. Do swojej prawdziwej formy wróciła jednak dopiero w sezonie 2012, kiedy to okazała się najlepsza podczas Wimbledonu, Igrzysk Olimpijskich, US Open oraz WTA Championships.



We wrześniu 2009 roku Juan Martin del Potro był na ustach całego tenisowego świata. W pasjonującym finale nowojorskiego US Open ograł uważanego przez wielu za tenisistę wszech czasów Rogera Federera i zapisał na swoim koncie pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. W kolejnych miesiącach dołożył jeszcze między innymi finał ATP World Tour, a gdy wszyscy fani białego sportu wierzyli, że nadchodzi era argentyńskiego giganta, temu przytrafiła się kontuzja nadgarstka. Uraz, którego nabawił się podczas Australian Open 2010, wyeliminował go z gry właściwie do końca sezonu. Z czasem zaczęły się pojawiać głosy, mówiące, że Argentyńczyk nie będzie już w stanie wrócić do światowej czołówki. Ten – podobnie jak Serena Williams (choć bez aż tak spektakularnych sukcesów) – udowodnił, że powroty są możliwe. Del Potro z miesiąca na miesiąc gra coraz lepiej, a pod koniec sezonu 2012 udało mu się wspiąć na siódmą pozycję światowego zestawienia.



Zupełnie odmiennie przedstawia się historia przypadku Robina Soderlinga. Szwed, który dwukrotnie wystąpił w finale turnieju na kortach imienia Rolanda Garrosa, zmaga się z poważną chorobą (mononukleozą), która uniemożliwiła mu grę przez kilkanaście ostatnich miesięcy. Nadzieje na powrót są, ale – jak sam przyznał – momentami przestaje wierzyć, że w ogóle będzie to możliwe. Tenisista z Tibro, który przez pewien czas zajmował czwarte miejsce w rankingu ATP, był niewątpliwie urozmaiceniem męskich rozgrywek. Jego inteligentna i ładna dla oka gra nie tylko sprawiała przyjemność oglądającym, ale wnosiła pewnego rodzaju koloryt, który uatrakcyjniał fizyczny tenis, z którym coraz częściej można spotkać się na co dzień. Co do samego Soderlinga – pozostaje wierzyć, że uda mu się w końcu pokonać chorobę, a my będziemy mieli okazję ponownie zobaczyć go na korcie. Bądź co bądź, do trzech razy sztuka, więc trzymajmy kciuki, aby Szwed dostał szansę, aby na korcie imienia Philippe’a Chartiera po raz trzeci (tym razem skutecznie!) powalczyć o tytuł mistrzowski.



Tę optymistyczną wizję (prawdę mówiąc bardzo bardzo optymistyczną) mógłby Soderlingowi jednak popsuć Rafa Nadal, który nie przywykł do tego, żeby zbyt często oddawać paryski puchar w ręce innych tenisistów. Pytanie tylko: co dalej z Rafą? Jakkolwiek można mówić, że Hiszpan nie pauzuje w sumie zbyt długo, to jednak jego bezustanne problemy z kolanami sprawiają, że wszyscy fani tenisisty z Majorki muszą czuć niepokój. Skoro chwilę wcześniej mówiłem o tym, że w męskim tenisie brakuje Soderlinga, to co dopiero powinienem napisać o Nadalu? Hiszpan to nie tylko tenisista, który ma już na koncie 11 tytułów wielkoszlemowych, ale też i gracz, który na przestrzeni ostatnich lat zdominował (wraz z dwoma kolegami) męskie rozgrywki tenisa ziemnego. Jego absencja w tej chwili jest tyle bolesna, co zauważalna. Komu nie brakuje jego finałów z Djokovicem, czy Federerem np.? Rywalizacją Hiszpana z Serbem w zeszłym roku żył przecież cały tenisowy świat! Nie sądzę, żeby tylko mnie brakowało jego nazwiska w półfinałach prestiżowych imprez. Ilu z Was patrzyło na turniejowe drabinki i uśmiechało się, widząc Federera, Djokovica, Nadala i Murraya w półfinałach? Plan był wtedy prosty, siąść przed telewizorem i obejrzeć dwa kapitalne tenisowe spektakle z rzędu. I choć nie chcę umniejszać zasług Davida Ferrera, czy Tomasa Berdycha, to jednak to nie jest to samo. Starcie Ferrer – Djokovic nie elektryzuje tak, jak miało to miejsce w przypadku pojedynków Nole – Rafa. Wydaje mi się, że nie trzeba być wielkim fanem Nadala, aby życzyć mu szybkiego powrotu do gry. Hiszpan zapowiedział, że będzie gotowy pod koniec grudnia, kiedy to wystąpi w pokazowym turnieju w Abu Dhabi. W takim razie ja już od teraz zaczynam trzymać kciuki, aby jego powrót był tak udany, jak ten Sereny Williams.



Osobiście wierzę, że powrót Rafy będzie spektakularny, a on sam pokaże, że kontuzję ma już za sobą i bardzo szybko wróci do formy, którą prezentował nam przed urazem. Jako niepoprawny optymista wierzę również w powrót Robina Soderlinga, który – choć ma już 28 lat – wciąż może wiele zaoferować światowemu tenisowi. Nie mogę się doczekać (i chyba nie mówię tu tylko za siebie) meczów z udziałem tych dwóch panów, więc tym hurraoptymistycznym wołaniem zakończę: Rafa, Robin – wracajcie!

Maciej Żmudzki

Zobacz również:
reklama



wirtualna akademia tenisowa
więcej
reklama



Sponsor portalu: FEBAR - Wynajem Namiotów imprezowych

kalendarz ATP
TERMIN
TURNIEJ
05.02-11.02

Open Sud de France

MONTPELLIER, FRANCE

05.02-11.02

ECUADOR OPEN

QUITO

05.02-12.02

Garanti Koza Sofia Open

Sofia

12.02-18.02

Argentina Open

BUENOS AIRES, ARGENTINA

więcej
wywiady
więcej
kalendarz WTA
TERMIN
TURNIEJ
12.02-18.02

Qatar Total Open 2018

Doha, Qatar

19.02-25.02

Dubai Duty Free Tennis Championships

Dubai, United Arab Emirates

19.02-25.02

Hungarian Ladies Open

Budapest, Hungary

26.02-04.03

Abierto Mexicano TELCEL presentado por HSBC

Acapulco, Mexico

więcej
partner strategiczny





Lider turystki tenisowej!
Sprawdź !

partnerzy:

© 2003 - 2013 tenisportal.com | Wszelkie prawa zastrzeżone. | Materiały na stronie są chronione prawem autorskim - kopiowanie zabronione.

X