Igrzyska olimpijskie vs Wielkie Szlemy

« powrót | Data publikacji: 28-12-2015 13:50

Za każdym razem kiedy nadchodzi rok olimpijski w szeregach tenisowych, zarówno wśród samych zawodników jak i kibiców, pojawia się pytanie: wywalczenie którego z trofeów będzie miało większe znaczenie i prestiż, medalu igrzysk czy jednego z czterech pucharów wielkoszlemowych? Tenis jest jedną z tych dyscyplin, w której specyfika znaczenia olimpiady bulwersuje a jednocześnie skłania do refleksji, więc ...

 

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu ze względu na brak medalowych aspiracji w tenisie chyba żaden z polskich kibiców nie zastanawiał się nad wartością krążka olimpijskiego właśnie w tej dyscyplinie. Igrzyska londyńskie dla tenisowych fanów miały jednak wyjątkowe znaczenie, bo odbyły się miesiąc po tym jak Agnieszka Radwańska na tym samym obiekcie dotarła do finału wielkoszlemowego Wimbledonu. Rzeczą naturalną stało się więc podejście podbudowanych tym sukcesem fanów, że krakowianka jest jedną z faworytek do wywalczenia medalu, a dodatkową motywacją miał być fakt, że została chorążym polskiej reprezentacji podczas ceremonii otwarcia olimpiady.


Bolesne zaskoczenie, wręcz rozczarowanie zapanowało jednak po porażce Agnieszki w 1. rundzie z genialną tego dnia Niemką Julią Goerges. Pechowa rywalka? Wypadek przy pracy? Genialna forma przyszła miesiąc za wcześnie? Czy może Aga nie była gotowa sprostać oczekiwaniom? Wiele osób starało się wytłumaczyć tą sensację na własny sposób, próbowało bo odpowiedzi raczej do tej pory nie znalazło. Dość wieloznaczne słowa krakowianki po porażce dolały jednak oliwy do ognia i wywołały burzę medialną wobec jej osoby (chodzi o rzekomą wypowiedź: Szybko przyszło, szybko poszło, repasaży u nas nie ma, ale może jeszcze sprawdzimy. Raz się wygrywa, raz przegrywa. Liczyłam na więcej. Nie wyszło. Igrzyska to w tenisie specyficzny turniej, wcale nie najważniejszy, Wielkie Szlemy są wyżej). Sama zainteresowana później próbowała słowa te sprostować, twierdząc, że były wyrwane z kontekstu a także zapewniając, że w Rio powalczy o medal, lecz kibice pozostali zniesmaczeni. Fani zjednoczeni i niesieni sukcesem Radwańskiej z Wimbledonu (w tym również dziennikarze) podzielili się po igrzyskach nad dwa obozy - jeden, który tak jak ich ulubienica przyznał, że nic się nie stało oraz drugi, który do tej pory wykazuje do Agi brak szacunku i przy każdej lepszej okazji pluje nienawiścią rzucając złośliwe komentarze pod jej adresem.


Temat ten powraca więc w perspektywie zbliżającego się sezonu, w którym turniej olimpijski ponownie zobaczymy. Znowu pada pytanie: igrzyska czy szlemy? Tymbardziej, że po pierwsze w dalszym ciągu taki wrzucony w kalendarz turniej w środku morderczego sezonu będzie traktowany po macoszemu, a po drugie tenisistów i tenisistki czekają trzy wymagające imprezy (Wimbledon, IO i US Open) i zarazem 5 tygodni intensywnego grania na przestrzeni 2 miesięcy a trzeba dodać, że w Rio de Janeiro niektórzy wystąpią na 3 frontach (w singlu, deblu i mikście). Utrzymanie formy przez taki okres jest wręcz niemożliwością więc większość z nich ponownie stanie przed dylematem i koniecznością wyboru, który łatwy nie będzie.


Z czego wymaga taka specyfika igrzysk w tenisie? Czy argumentami tymi można racjonalnie zjawisko to wytłumaczyć? Przecież w większości dyscyplin kalendarz kręci się od mistrzostw świata do rozgrywek kontynentalnych i krajowych przez mitingi, pojedyńcze turnieje czy pokazówki a i tak naturalnie igrzyska są najważniejsze. Krążek olimpiady dla sporej grupy sportowców to sportowe spełnienie i maksimum oczekiwań. Przedstawiciele białego sportu mają jednak inny cel do którego dążą nie raz na cztery lata (wtedy istniałaby możliwość spokojnego i dokładnego przygotowania się pod igrzyska (dorzucając do tego zbalansowany odpoczynek) tylko przez 10 pełnych miesięcy rok rocznie - pozycja nr. 1 na świecie i triumf wielkoszlemowy.


Pieniądze to aspekt jeden z wielu, choć dla sporej grupy zwykłych kibiców najbardziej rzucający się w oczy i jedyny, którym zjawisko to trzeba tłumaczyć. Tak jest to fakt istotny, bo przecież kontrakty sponsorskie, lejące się strumienimi wypłaty dla najlepszych opiewające z roku na rok na coraz wyższe kwoty czy prestiż i pozycja marketingowa jaka po sukcesie przypada w udziele triumfatorowi szlema to coś czego nie można kwestionować. Problem jest jednak bardziej złożony i nie jest to tylko chora ambicja zawodników na punkcie zarobków i sławy.


Druga znacząca kwestia została już przeze mnie poruszona wcześniej, a mianowicie kalendarz. Tenisiści pracują nad formą 10 miesięcy i nie tylko od nich zależy kiedy organizm osiągnie szczyt możliwości. W innych dyscyplinach sportowcy mają czas do treningów specjalnie nastawionych na igrzyska, mają czas na budowanie dyspozycji oraz na odpoczynek od rywalizacji bezpośredniej. W tenisie mecze o stawkę odbywają się tydzień w tydzień, ale i tak przed dojściem do finałów potrzeba harówki we wcześniejszych fazach turnieju i codziennego ładowania energii aby tam dotrzeć. Obowiązkowe dla czołowych zawodników imprezy, obrona wielkoszlemowych tytułów co sezon (a co za tym idzie punktów), zobowiązania sponsorskie zwyczajnie nie dają im szans na przerwę i naładowanie akumulatorów. Samo wypracowanie awansu na igrzyska wymaga od tenistów i tenisistek rozegrania intensywnego roku, bo przecież to ranking decyduje o nominacjach, a nie pojedyńcze turnieje za które kwalifikację możnaby było zdobyć (co jest normalne w wielu dyscyplinach). Termin brazylijskich igrzysk również nie będzie sprzyjał, bo odbędą się one cztery tygodnie po zakończeniu Wimbledonu i trzy tygodnie przed US Open w środku i tak przyśpieszonego o dwa tygodnie cyklu US Open Series (niemal pomiędzy imprezami w Montrealu/Toronto i Cincinnati). Przedstawicieli białego sportu zasady kwalifikacji określone przez Międzynarodową Federację Tenisową dotknęły już w tym roku, czego efektem był "bum" występów gwiazd w reprezentacjach narodowych Pucharów Federacji i Davisa. Czy nie po startach w kadrze widać więc jaki stosunek do swoich reprezentacji mają ikony tenisa? A jeśli nawet, czy później ewentualnie wywalczonego krążka olimpijskiego, którego w wielu przypadkach brakowało im do karierowej kolekcji,  nie powinno się traktować bardziej jako indywidualnego osiągnięcia niż triumfu na rzecz kraju?


Odnosząc się do tego ostatniego pytania można w nieskończoność opisywać przykłady momentów karier w jakich tenisiści i tenisistki za priorytet stawiali sobie olimpijskie złoto. Przytoczę więć skrajność czyli przypadki legend  XXI wieku- Sereny i Venus Williams, Justine Henin, Rafaela Nadala czy Rogera Federera. Cała pierwsza czwórka sięgając po złoty krążek (i o dziwo jednocześnie jedyny singlowy medal w karierze) miała już na koncie co najmniej jeden triumf wielkoszlemowy; w przypadku młodszej z Amerykanek, Belgijki i Hiszpana trzeba też dodać, że mieli za sobą glorię chwały jako liderzy rankingów. 17-krotny triumfator imprez Wielkiego Szlema a także liderujący zestawieniu ATP przez 302 tygodnie Helwet smaku złota singlowego nie zaznał zaś do tej pory, co więcej, na 4 kolejnych igrzyskach, na których wystartował dopiero w kwiecie wieku wywalczył indywidualne srebro w Londynie w 2012 oraz deblowe złoto wraz ze Stanem Wawrinką 4 lata wcześniej. Niektórzy pomyślą: no ale taka  Jelena Dementieva (mistrzyni z Pekinu 2008) i Alicia Molik (brązowa z Aten 2004) czy sensacyjni Chilijczycy - Nicolas Massu (mistrz z Aten 2004) oraz Fernando Gonzalez (wicemistrz z Pekin 2008 i brązowy medalista z Aten 2004) mogli godnie zaprezentować swój kraj na igrzyskach. Dobra zgodzę się medalistami zostali, ale sami odpowiedzcie sobie na pytanie: o kim słyszeliście więcej i w historii tenisa byli bardziej znaczącymi postaciami, wspomniani sensacyjni medaliści czy niespodziewani triumfatorzy wielkoszlemowi, choćby Marion Bartoli (która na żadnych igrzyskach nie zagrała) czy Andy Roddick.


Trzeba więc powiedzieć to wprost, bo w moim odczuciu jest to konieczne. Igrzyska to specyficzny turniej, taki "bonusowy piąty Wielki Szlem", który celem staje się jednak dopiero dla zawodników doświadczonych, którzy w świecie tenisa już coś osiągneli i w momencie olimpijskiego triumfu nie byli anonimowi. Dla wielu krążek zostaje jednym z trofeów, którego skompletowanie wieńczy bogatą już karierę, więc znaczenie ma istotne. Ja wskazania wydarzenia i osiągnięcia ważniejszego się nie podejmę, bo mają dla mnie równą wartość. To sportowcy wyznaczają sobie priorytety ważne i ważniejsze i kibice nie powinni decyzji tych podważać, ale zwróćcie uwagę na jedną drobnostkę w wypowiedziach swoich tenisowych faworytów, którzy smaku wielkich sukcesów jeszcze nie zaznali; mówiąc o celach i marzeniach na nowy sezon powtarza się formuła: "Chcę wygrać szlema, zostać numerem 1 i zdobyć olimpijski medal". Sami odpowiedzcie sobie więc na pytanie czy w tym dość luźnym zdaniu kolejność wynika z przypadku, czy jest typowaym wyrażaniem obrazującym hierarchię trofeów w tenisie.

 

Kamil Kuć

źródło: inf. własna / fot. grafika własna

 

Zobacz również:

Wasze komentarze:

wirtualna akademia tenisowa
więcej
reklama



 

kalendarz ATP
TERMIN
TURNIEJ
05.02-11.02

Open Sud de France

MONTPELLIER, FRANCE

05.02-11.02

ECUADOR OPEN

QUITO

05.02-12.02

Garanti Koza Sofia Open

Sofia

12.02-18.02

Argentina Open

BUENOS AIRES, ARGENTINA

więcej
wywiady
więcej
kalendarz WTA
TERMIN
TURNIEJ
12.02-18.02

Qatar Total Open 2018

Doha, Qatar

19.02-25.02

Dubai Duty Free Tennis Championships

Dubai, United Arab Emirates

19.02-25.02

Hungarian Ladies Open

Budapest, Hungary

26.02-04.03

Abierto Mexicano TELCEL presentado por HSBC

Acapulco, Mexico

więcej
partner strategiczny





Lider turystki tenisowej!
Sprawdź !

partnerzy:

© 2003 - 2013 tenisportal.com | Wszelkie prawa zastrzeżone. | Materiały na stronie są chronione prawem autorskim - kopiowanie zabronione.

X